Kobieta jest piękna do 30-stki. Potem zaczyna się wyścig z czasem [materiały z zajęć dziennikarskich]

                Wszystkie kobietę łączy w życiu jeden cel – jak najdłużej zachować młodość, wigor i urodę. A przynajmniej tego wymaga od nas współczesny świat. Producenci kremów, maseczek i innych tego typu specyfików coraz gwałtowniej obniżają pułap wiekowy, od którego powinno się zacząć zabezpieczać przed zmarszczkami  czy opadającymi powiekami.

                Przeglądając gazety, wielokrotnie natrafiam na reklamy upiększających kosmetyków. Najciekawiej prezentują się te pokazujące zdjęcia „przed” i „po”. Widzę podpis: Anna, lat 31. Oczy wychodzą mi z orbit i pierwsze co przychodzi na myśl to: „A więc tak się wygląda w wieku 31 lat?” Zerkam na zdjęcie obok. Śliczna, wygładzona cera, zero przebarwień i innych tego typu problemów. Na zdjęciu produktu widnieje napis +30 i zaczynam się zastanawiać po co czekać do 30-stki, skoro ma się wyglądać tak jak Anna po lewej? Odpowiedź widnieje kilka stron dalej. Sytuacja analogiczna, tyle że kobieta trochę młodsza, a na kremiku +20. Nie pozostaje nic innego, jak spojrzeć w lustro i przekonać się na własne oczy, że bądź co bądź – starzejemy się.

                Stwierdzenie, że kobieta jest piękna do 30-stki to okrucieństwo i wymysł XXI wieku. Wystarczy spojrzeć trochę wstecz. Botoksu nie było, tak samo jak i kwasów omega-3 w tubkach, a kobiety potrafiły zachwycić urodą. Skąd więc pomysł, że po przekroczeniu tego zaszczytnego progu trzeba zacząć się starać o swoją aparycję? Z mediów naturalnie! A raczej z tego, co prezentują celebryci  z całego świata. Nowe usta, proste noski, gładkie czoła, szczupłe sylwetki – a to wszystko zasługa zastrzyków, chirurgicznego noża i kremów.

                Wyścig z czasem? Po co mamy się ścigać, skoro z góry jesteśmy na przegranej pozycji?! Kobiety, nie dajmy się zwariować! Prawdziwe piękno widać w oczach, a te jak wiadomo nie starzeją się razem z resztą ciała.