Polak potrafi! [Beata Fojcik]

W polskiej piłce ostatnio i znów jakieś zwady. To stadiony, nasze Euro-areny się nie podobają, to ponownie wytykają głupotę “Franzowi” (trenerowi Smudzie) itd., itd. Ale szkoleniowiec Borussii Dortmund, Jurgen Klopp do Polaków mówi: “Rusz d…!”. No, to nasi ruszają. I dobrze, bo zbliża się Euro… Ale nie tylko w Dortmundzie polscy piłkarze świetnie się spisują. W innych rejonach Niemiec też. A w kraju wina i sera – “Ludo” na czołówkach gazet i ustach Francuzów. Zaś Dolna Saksonia ma nowego mistrza końcówek, Artura Sobiecha.

Dzisiaj będzie optymistycznie! A co tam, tak się fajnie czyta.

Moda na Polaków

Chyba wybuchła też ze względu na dobrze radzące sobie trio w Bundeslidze. Mowa o Łukaszu Piszczku, Jakubie Błaszczykowskim i Robercie Lewandowskim. Nawet Niemcy się zachwycają i twierdzą, że polska siła dodaje Borussii polotu, jakości oraz punktów. Na ich temat nie będę się rozpisywać, bo o nich już trochę było. Poza tym, to już uznana marka, więc lepiej napisać o kimś, kto dopiero w poważną piłkę wkracza. Zaczniemy od Jakuba Świerczoka. Urodził się w Tychach. Po Tychach przyszedł czas na Cracovię, czyli klub bardzo poważny i zasłużony. Okazuje się, że Cracovia go nie chce i oddaje go Polonii Bytom za 15 tysięcy złotych. Śmieszna cena jak na piłkarskie transfery, ale dla śląskiego klubu, który jakoś “biduje” dobrze się składa. Nagle Świerczok zaczyna grać w I lidze, czyli zapleczu Ekstraklasy. Strzela bramki, robi się o nim głośno. “Craxa” pewnie pluje sobie w twarz, ale niech pluje. Skoro wypuszcza się z rąk takie żywe srebro, to trzeba być albo głupcem (nie chcę gorzej powiedzieć) albo tak na piłce to się zbytnio nie znać. Jest też inna ocja – po prostu olewa się totalnie to wypatrywanie rodzimych perełek. Chłopak strzela w 18 spotkaniach 12 bramek. Niemcy go obserwowali, no i kupił go FC Kaiserslautern. Są przeciwnicy i zwolennicy tego transferu, ale w pierwszej kolejce rundy wiosennej Bundesligi 19-latek zalicza swój debiut… Co więcej, ten młokos wychodzi w podstawowym składzie! Gra przeciwko Werderowi Brema. Mecz kończy się podziałem punktów i wynikiem 0:0. Nasz napastnik omal nie zdobywa bramki w ostatniej akcji meczu, omal  nie staje się bohaterem (a Cracovia broni się przed spadkiem, bo nie ma kto bramek strzelać. Co za ironia). Po spotkaniu kibice “Czerwonych Diabłów” wykrzykują jego nazwisko – dla Niemców wcale nie takie proste. Polak bramki jeszcze nie zdobył, ale kto wie… Może zacznie trafiać do siatki rywali. W końcu jego drużyna gra o utrzymanie, a on ma wsparcie kibiców. Prasa naszych zachodznich sąsiadów dobrze go ocenia. Myślę, że niemieccy komentatorzy w przyszłym sezonie – nadal w Bundeslidze – też będzą krzyczeć po jego uderzeniach “Jaaa, klasse tor! Zwiercok!”

 

Tyle szczęścia nie miał za to Ariel Borysiuk. 20-letni zawodnik całkiem niedawno też dołączył do tego klubu. Niestety, w swoim debiucie przeciwko FC Koeln w 40. minucie meczu złapał czerwoną kartkę… Zresztą za faul na Polaku – Sławomirze Peszce (to ten, który zmarnował kilka dogodnych sytuacji w meczu z Niemcami). Miało być optymistycznie, więc liczę, że były piłkarz Legii się poprawi.

Sobiech po raz pierwszy

To kolejny Polak w pierwszej lidze niemieckiej. Wychowanek Grunwaldu Ruda Śląska w ubiegłym roku przeniósł się z warszawskiej Polonii do Hannoveru 96. Debiut, podobnie jak Borysiuk miał “czerwony”, tylko, że na boisku przebywał znacznie krócej. Jednak jego drużyna tamten pojedynek wygrała. Artur Sobiech dostawał mało szans od trenera Mirko Slomki. Wiadomo, że “Abdul” nosa do strzelania bramek ma, lecz na premierowe trafienie musiał poczekać aż do 21. kolejki. Polak na niemieckich boiskach przebywał jednak bardzo krótko, bo zsumowany czas jego wszystkich występów wyniósł zaledwie godzinę. Ta godzina okazała się wyjątkowo szczęśliwa. Sobiech na murawę wszedł w 85. minucie spotkania, kiedy jego drużyna przegrywała 1:0 z FSV Mainz. 21-letni napastnik już cztery minuty później wpisał się na listę strzelców, zapewniając swojej drużynie cenny punkt. Oczywiście Sobiech oraz jego koledzy wpadli w euforię. Chwilę później Polak znalazł się na murawie pod ciężarem kilku graczy Hannoveru. Szkoleniowiec “Die Roten” chwalił “Abdula”, przyznając jednocześnie, że ten ma w sobie coś wyjątkowego. Oby debiutancki gol dał Sobiechowi więcej szans na grę i pokonywania reszty bramkarzy Bundesligi.

W tym samym meczu, jednak po przeciwnej stronie stanął Eugen Polanski. Reprezentant Polski odnotował asystę przy trafieniu Mohameda Zidana. Była to już jego druga asysta w tej rundzie. Ponadto defensywny pomocnik popisał się również dwiema bramkami.

Rywalizację z trybun obserwował selekcjoner Franciszek Smuda. Musiał być chyba zadowolony, ale później też jeszcze był… Musiał być.

“Ludo” bryluje w Ligue 1

No właśnie. Ciąg dalszy o zadowoleniu Smudy. Na tym meczu też był. Ludovic Obraniak po tym spotkaniu znalazł się na okładkach francuskich gazet. Jego wyczyn został także doceniony podwójnie. “Ludo” znalazł się w “11” weekendu opbubliowanej przez francuską stronę Eurosportu. Reprezentant Polski zajął miejsce obok takich gwiadz i wybitnych piłkarzy jak Wesley Sneijder, czy Cristiano Ronaldo!

Ale od początku. Obraniak na początu tego roku z OSC Lille przeprowadził się do Girondins Bordeaux. W poprzednim klubie trener stwierzdił, że 27-letni pomocnik nie jest mu potrzebny. Ten znalazł zatrudnienie w klubie “Żyrondystów”. W końcu stanął na przeciwko drużyny, która dosyć nieładnie podziękowała mu za grę. Przed gwizdkiem sędziego mówiło się o zemście Obraniaka, ale on sprzeciwiał się takim doniesieniom. Lecz powrót do Lille na zemstę mógł wyglądać. I to bardzo słodką. Granatowo-biali zwyciężyli w iście hokejowym stylu 5:4. Dwie bramki dla Bordeaux i to całkiem ładne zdobył właśnie Ludovic Obraniak, dokładając również asystę. Tym samym uciszył on Stadium Nord Lille Métropole i pokazał, że skreślenie go było błędne. Warto dodać, że gola na 5:4 zdobył nie kto inny, jak Obraniak w samej końcówce spotkania.

Na boisko nie wszedł za to Ireneusz Jeleń (Lille), który cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych.

 

Franciszek Smuda chyba przynosi szczęście naszym kadrowiczom. Nie tak dawno pojawił się w Dortmundzie, a BVB wygrało 5:1, po dwóch trafieniach Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Może czas na jakiś sukces międzynarodowy z reprezentacją? Quo vadis polska piłko?

Jak widać w Europie nastała jakaś moda na biało-czerwonych. Wszyscy wychodzą z założenia, że to dobry towar. Wiadomo, na kłopoty, czy też nie – Polacy.