WYJĄTKOWO ZIMNY MAJ [edukacja czytelnicza i medialna]

 

Połowa marca. Jedni wciąż żyją zeszłorocznym Bożym Narodzeniem, a teraz czekają na Wielkanoc, inni z kolei wyczekują zakończenia roku szkolnego i beztroskiego, dwumiesięcznego okresu między kolejnymi latami ciężkiej pracy.

Każdy najchętniej przeniósłby się w przyszłość, jednakże ja, jako tegoroczna maturzystka, najchętniej zatoczyłabym koło i pojawiła się w tym samym punkcie, w którym byłam dwa lata temu – w pierwszej klasie liceum.

Nauczyciele od września natarczywie informują nas, że matura coraz bliżej i czas wziąć się do nauki. Niby prosta sprawa, otworzyć książkę, przeczytać, rozwiązać arkusz maturalny, a jednak przychodzi nam to z wielkim trudem.

Czasami, siedząc na lekcjach i słysząc niemalże przy każdej możliwej okazji: „to będzie na maturze”, mam wrażenie, że składa się ona z 200 zadań, a nie z 35, jak to zwykle bywa.

Ten brzydki miesiąc zaczynający się na literę “m”, który będzie decydujący dla większości z nas, zbliża się nieubłaganie i z minuty na minutę jest coraz bliżej. Będzie on pierwszym krokiem do nowego i najważniejszego etapu w naszym życiu, czyli studiów, a może stałej pracy.

Mimo wszędzie krążącej opinii, że „matura to bzdura” to jednak mimo wszystko trzeba ją zdać. Wiele osób już przeszło przez ten „straszny” egzamin, dlatego wiem, że i nam się uda. POWODZENIA!