Meksyk okiem polskiej nastolatki – wywiad z Martą Skoczykłodą.

Marta Skoczykłoda to 17-letnia uczennica klasy językowej w V LO w Rybniku. Jest odważna, pewna siebie i żądna przygód. Pewnego dnia postanowiła, że weźmie udział w długoterminowej wymianie i wyjedzie do Meksyku. Jej marzenie spełniło się i obecnie Marta przebywa za Oceanem. Żyje w meksykańskiej rodzinie, uczy się i bawi z nowymi przyjaciółmi. (wywiad przeprowadzony drogą internetową)

 Patrycja: Marto, na początek zdradź, co tak naprawdę skłoniło Cię do podjęcia decyzji, by wyjechać do Meksyku na tak długi czas?
Marta: Cześć! Co skłoniło mnie do podjęcia decyzji? Czy byłby to Meksyk czy inny zakątek świata, to  na pewno zdecydowałabym się pojechać. I oto jestem. Można powiedzieć, że to było i nadal jest spełnieniem moich marzeń. Każdego dnia, gdy zbliżała się data wyjazdu denerwowałam się coraz to bardziej. Krążyłam myślami, jak to przeżyję rok  za granicą, za oceanem bez polskiego języka, bez rodziców, rodziny i bez przyjaciół. Ale od zawsze powtarzałam, że gdzieś wyjadę, że chciałabym zobaczyć, jak to jest uczęszczać do szkoły za granicą, gdzie jest ten ”inny świat”. Gdy nadarzyła się okazja, by pojechać, nie zastanawiałam się zbyt długo. Pomyślałam, że to właśnie to, czego tak na prawdę chcę! Przecież mogę nauczyć się innego języka, i to nie tylko angielskiego! Wtedy postawiłam sobie właśnie ten cel. Dokonam tego, bez względu na to, jak bardzo będę się bała!

Gdy już podejmiemy już taką decyzję, nie ma odwrotu. Trzeba wsiąść w samolot i jeszcze jeden samolot i może jeszcze jeden samolot i jest się na miejscu. Jedyne co mamy ze sobą to wielką walizkę, w której nie ma nic szczególnego. Kilka drobiazgów, prezentów, dwie pary butów i ani połowa ubrań z szafy. To jest chyba najcięższy problem, by spakować całe swoje życie  do jednej walizki. Przyznam, że miałam dużo szczęścia. Moja walizka z każdym lotem była cała, nie poobijana i zawsze dotarła na miejsce. Kiedy relacjonowaliśmy swoja podróż na forum FB z wymiany, okazało się, że nie wszyscy mieli tak dobrze :). Walizki ginęły, nie dotarły na czas. Nie chodzi o to, by was stresować. Myślicie, że ktokolwiek przejąłby się utratą walizki? To zdarza się bardzo często, ale najważniejszy jest paszport, dokumenty i karta bankomatowa, którą mamy ze sobą. Głowa do góry i świat znów jest kolorowy!

Dlaczego zdecydowałam się wyjechać aż na rok? Wydaje mi się, że nie zdawałam sobie sprawy, że wyjeżdżam na rok. Byłam zajęta myślami o tym, że w ogóle podjęłam taką decyzję… Bo to były tylko marzenia, które plątały się w głowie. I pewnego dnia nabrały kolorów,kształtów,  by je zrealizować. Nie myślałam nad niebezpieczeństwami, przeszkodami. Myślałam tylko nad tym, że trzeba się wziąć w garść i gdy jest tylko okazja zrobić krok do przodu. To nawet nie jest krok do przodu. To jest skok przez most. W wieku siedemnastu lat mam okazję zwiedzić trochę świata, mieszkać z ludźmi, z którymi wymieniłam kilka e-maili. Mam okazję nauczyć się innego języka, mogę mieć znajomych na całym świecie. Jedyne co po przyjeździe będę robić, to planować kolejną podróż. Może do Tajwanu, może do Brazylii? Może nawet do Afryki, Australii? Nic nie jest niemożliwe, to wszystko nam się po prostu nie mieści w głowach, a jest takie realne. I najważniejsze jest, że są tam ludzie, z którymi spędziłam i nadal spędzam najpiękniejszy rok w życiu, z którymi się śmiałam do upadłego, z którymi płakałam za każdym razem, gdy trzeba było wracać do naszych domów tam w Meksyku. Ale najważniejsze, że mam tu szansę  dorosnąć. Tutaj nie ma czasu na głupoty, trzeba nauczyć się zarządzać pieniędzmi, a nie chodzić na zakupy i brać co popadnie, spełniać własne kaprysy. Trzeba nauczyć się odmawiać sobie pewnych rzeczy. No i trzeba przezwyciężyć lęk przed samotnością. Trzeba uwierzyć w siebie. Powiedzieć sobie: POTRAFIĘ!.

Patrycja: Jak zareagowali Twoi rodzice i znajomi, gdy poinformowałaś ich o swoim wyjeździe?
Marta: Jak wspomniałam powyżej, zawsze powtarzałam, że gdzieś wyjadę. Moi rodzice byli przygotowani na to, gdy skończyłam dziesięć lat. Wiedzieli, że chciałabym przeżyć coś innego, nowego. Nauczyć się czegoś, być zdaną  sama na siebie. Mama i tato, zawsze mi kibicowali i trzymali za mnie kciuki. Zawsze wspierali mnie w podejmowanych decyzjach; zawsze mogłam do nich przyjść z największym problemem. Ale na pewno było im ciężko.  Gdy powiedziałam im o wymianie długoterminowej z klubu Rotary International nie było słowa ‘nie’. Od pierwszej chwili wiedzieliśmy, że to właśnie ta szansa, a ci ludzie pomogą mi zrealizować moje marzenia. Z poinformowaniem znajomych było bardzo śmiesznie. Musze przyznać, że większość znajomych myślała, że ”wieszam im nudle”, że znów coś wymyśliłam… No bo kto by uwierzył w wyjazd za Ocean do nieznajomych ludzi i to na ROK? Myślę, że tylko moja przyjaciółka, Marzena, wiedziała, że mówię serio i że to naprawdę się stanie. To ona była ze mną zawsze. Pomagała mi wypełniać dokumenty, jeździła ze mną na spotkania, kibicowała mi. Ale i ona była przerażona. W końcu najlepsza przyjaciółka zostawia ją na rok.

Patrycja: Nowe miejsce, nowy język, nowa kultura. Zastanawiam się jak dałaś sobie radę? Przecież wyjechałaś podczas roku szkolnego?!

Marta: Zasady? Wiadomo, chodzę do szkoły, uczę się języka. Z językiem hiszpańskim nigdy nie miałam do czynienia. Mogę się przyznać, że nawet nigdy nie byłam w Hiszpanii. Myślę, że teraz będzie to miejsce, które będę najczęściej odwiedzać. Teraz, prawie po trzech miesiącach, nikt nie myśli o tym, że jesteśmy z innych zakątków świata. Nikt nie wysila się byśmy wszystko zrozumieli. Mówią do nas w języku hiszpańskim; język angielski zszedł na drugi plan. Muszę przyznać, że tu niewiele osób zna język angielski.

Każdy z nas ma na miejscu swojego “anioła stróża”. To osoba, do której możemy przyjść z największym problemem.

Patrycja: Mieszkasz z meksykańską rodziną. Czego obawiałaś się najbardziej, jadąc do ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałaś?
Marta: Czego się bałam? Najbardziej tego, że nie dogadam się z host mamą – ona nie zna języka angielskiego. Pamiętam swój pierwszy dzień tutaj, gdy host papa poszedł do pracy a ja miałam się zmierzyć z tym wszystkim. Potraktowałam to na luzie, wyciągnęłam laptopa, załączyłam translator i rozmawiałyśmy, pisząc sobie na komputerze. Był to jedyny dzień, gdy korzystałyśmy z translatora. Obiecałyśmy sobie, że będziemy ćwiczyć język i zabroniłyśmy sobie korzystać z komputera. Ona do mnie mówiła po hiszpańsku, ja robiłam wielkie oczy, ale z każdym dniem było coraz lepiej. Za jakiś czas zmieniam rodzinę. Znów muszę zacząć wszystko od początku. Teraz czuję się tutaj jak u siebie w domu, mogę z nimi porozmawiać o wszystkim, ale znów trzeba swój cały dobytek spakować do jednej walizki i zmienić “host rodziców”. Myślę, że będzie to coś nowego. W końcu jestem gotowa! Każdy dzień jest jedną, wielka lekcją życia.

Patrycja: Jak wygląda dzień w meksykańskiej szkole?
Marta:  Każdy chodzi do pracy, młodzież uczęszcza do szkoły.  Meksykanie więcej uśmiechają się, ale to chyba przez to wszechobecne  słońce. No i  fantastycznie bawią się. Uwielbiam weekendowe fiesty z przyjaciółmi, wieczorne wypady na ‘jedzenie’. To nie są restauracje. Dla nich bardzo ważne jest jedzenie, przykładają do niego wielką wagę. Kuchnia meksykańska jest przepyszna, jedzenie nie jest drogie.  No i zaczęłam chodzić do teatru. Host rodzice zabierają mnie tam dwa razy w miesiącu.

Patrycja : A szkoła?  Jakie były Twoje wrażenia po pierwszych zajęciach?
Marta: Pamiętam swoje pierwsze zajęcia. Była to lekcja historii. Klasa omawiała historię Europy. Miło było usłyszeć o swoim kraju i o sąsiadach tak daleko od domu. Nauczyciel historii przywitał się ze mną jak z każdym. Podał rękę i pocałował mnie w policzek. Tutaj jest to normalne.

Patrycja: Czy szkoła, do której uczęszczasz to typowa, amerykańska szkoła? Wiesz, szerokie korytarze z indywidualnymi szafkami, mnóstwo subkultur, szkolna drużyna sportowa, cheerleaderki?

Marta: Meksyk to w końcu Ameryka… ale nie, nie jest jak w filmie :). Tutaj jest za gorąco na “normalne” szkoły. I uwierzcie mi, moja szkoła w niczym nie przypomina ani polskiej szkoły ani amerykańskiej. Lunch jedzony jest na dworze w 4-6 osobowych stolikach, pod wielkimi niebieskimi parasolami. Większość czasu spędzamy na dworze, może dlatego każdy chce zacząć już lekcje i iść do klasy, ponieważ jest bardzo gorąco. W klasach niezbędna jest klimatyzacja. Na dworze każdego dnia jest powyżej 30°C, a stan Sonora, gdzie aktualnie mieszkam jest najgorętszym ze stanów w Meksyku.

Szkoła Tecnologico de Monterrey nie jest wielką szkołą. Są to trzy campusy, w których dwa pełnią rolę szkoły a trzeci jest wyłącznie przeznaczony dla nauczycieli. Szkoła ma ochronę. Gdzie się nie obejrzysz, wszędzie  pełno zbiorników z wodą, by można było zawsze zaspokoić pragnienie. Na terenie szkoły znajduje się mnóstwo drzew.Tutaj jest na prawdę zielono.

Cały teren szkoły jest nawadniany. Mamy pięć boisk do gry w piłkę nożną, wielką bieżnię do biegania, dwa boiska do gry w koszykówkę i kilka boisk do gry w tenisa ziemnego. Jest za gorąco na szafki, nikt nie zmienia obuwia, nikt się nie przebiera. Są one zbędne. I szczerze, nie ma na nie miejsca… Tutaj nie ma mowy o subkulturach, każdy jest inny i każdy szanuje siebie nawzajem. Nie jest ważne jakiej się muzyki słucha lub jak się ubiera. Paranoją byłoby założyć glany w 40°wym upale… Rywalizacja? Tak, ale tylko między szkołami.

Patrycja: A jak zostałaś przyjęta? Wzbudziłaś zainteresowanie?
Marta: Czy byłam zaskoczeniem? Można powiedzieć, że moja słowiańska uroda wzbudziła zainteresowanie :)! Czasami, gdy pytają się skąd jestem, a ja odpowiadam, że z Polski, robią duże oczy i są dumni, że znają Jana Pawła II i Lecha Wałęsę. Na początku czułam się trochę dziwnie, każdy chciał mnie zobaczyć, dotknąć. Ale później przyzwyczaiłam się do tego, w końcu pochodzę z innego świata.

Patrycja: Jak spędzacie czas wolny?
Marta:  Różnie. Każdy dzień jest inny. Czasami chodzimy na siłownię, czasami do centrum coś zjeść. Chcemy się dobrze bawić i spotykać z przyjaciółmi. Weekendy to meksykańskie fiesty. W niedziele spędzamy czas na plaży, ale zdarzają się dni, że zostajemy  w domu.  Nie zawsze trzeba szaleć, można także odpocząć.

Patrycja: Na zdjęciach widziałam, że chętnie chwalisz się, że jesteś z Polski – wszędzie gdzie jesteś z Tobą jest nasza flaga. Opowiadasz o Polsce?
Marta: Jasne, że opowiadam o kraju. Można przyznać, że dopiero tutaj nauczyłam się wielu rzeczy o Polsce. Ludzie zadają mnóstwo pytań, a ja jestem dumna z tego, że jestem Polką. Można powiedzieć, że jestem ambasadorem kraju, więc chętnie udzielam odpowiedzi. Opowiadam jak to jest, gdy są cztery pory roku, czym jest śnieg i co to znaczy: poczuć wiosnę. Mam wrażenie, że my Polacy, nie  doceniamy tego, a oni oddaliby wszystko, by móc zobaczyć naszą kolorową jesień.

Patrycja: Tęsknisz za rodzicami, za domem, za przyjaciółmi?
Marta: Do końca wymiany jeszcze bardzo daleko. Mogę się przyznać, że dopiero teraz zrobiło się ciężko. Dobrze się bawię, poznaję mnóstwo ciekawych ludzi, ale dokucza mi brak moich przyjaciół z Polski. Rozmowa z rodzicami przez skype, nie zastąpi normalnej rozmowy przy herbacie. Wyjeżdżając, wiedziałam na co się decyduję, Myślę, że z każdym dniem jestem silniejsza, mój świat zmienił się przez te kilka miesięcy o sto osiemdziesiąt stopni.  Mogę powiedzieć, że dostałam wiele miłości od tych ludzi, przyjęli mnie jak własną córkę. Wiem, że będę tutaj mile widziana i będę mogła tu zawsze wrócić. Meksyk będzie moim drugim domem.

 

Patrycja: Z mojej strony to wszystko, dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że Twój pobyt w Meksyku będzie niezapomniany. Czy chciałabyś coś jeszcze dodać?

Marta: Dziękuję za to, że miałam szanse opowiedzieć o tym, jak tu jest. Ostatnio znalazłam kilka słów, opisujących studenta z wymiany i myślę, że fajnie byłoby je tutaj zamieścić.
JESTEM EXCHANGE STUDENT
-Skąd możesz wiedzieć, co to sen, jeżeli nigdy go nie zrealizowałeś?
-Skąd możesz wiedzieć, co to przygoda, jeżeli nigdy jej nie miałeś?
-Skąd możesz wiedzieć, co to lęk, jeżeli nigdy nie powiedziałeś swoim przyjaciołom, rodzinie “Jestem gotowy!” z oczami pełnych łez?
-Skąd możesz wiedzieć, co to desperacja, jeżeli nigdy nie byłeś sam w nieznanym miejscu i nie rozumiałeś co mówią do ciebie ludzie?
-Skąd możesz wiedzieć, co to nostalgia, jeżeli nigdy nie byłeś sam daleko od domu?
-Skąd możesz wiedzieć, co to różnorodność, jeżeli nigdy wcześniej nie mieszkałeś w domu pełnym ludzi z całego świata?
-Skąd możesz wiedzieć, co to tolerancja, jeżeli nigdy wcześniej nie przyzwyczaiłeś się do czegoś, czego nie lubisz?
-Skąd możesz wiedzieć, co to autonomia, jeżeli nigdy wcześniej nie musiałeś podejmować decyzji sam za siebie i decydować o swoim życiu?
-Skąd możesz wiedzieć, co znaczy dorastać, jeżeli nigdy wcześniej nie przestałeś być dzieckiem by rozpocząć nowy cykl w swoim życiu?
-Skąd możesz wiedzieć, co to bezradność jeżeli nigdy wcześniej nie czułeś objęcia kogoś przez ekran komputera?
-Skąd możesz wiedzieć, co to odległość, jeżeli nigdy nie wziąłeś mapy do rąk i nie powiedziałeś “jestem bardzo daleko od domu”?
-Skąd możesz wiedzieć, co to język, jeżeli nigdy wcześniej nie uczyłeś się go by poznać nowych znajomych?
-Skąd możesz wiedzieć, co to patriotyzm, jeżeli nigdy nie krzyczałeś “Kocham mój kraj” z flagą w ręku?
-Skąd możesz wiedzieć, co to prawda, rzeczywistość, jeżeli nigdy wcześniej nie miałeś okazji zobaczyć różnorodności?
-Skąd możesz wiedzieć, co to okazja, jeżeli nigdy jej nie złapałeś?
-Skąd możesz wiedzieć, co to duma, jeżeli nigdy wcześniej nie byłeś dumny z siebie, za to, co osiągnąłeś?
-Skąd możesz wiedzieć, co to życie, jeżeli nigdy wcześniej nie musiałeś spakować go do jednej walizki?
-Skąd możesz wiedzieć, co to wykorzystać moment, jeżeli nigdy wcześniej nie uświadomiłeś sobie, jak szybko mija czas?
-Skąd możesz wiedzieć, co to przyjaciel, jeżeli nigdy okoliczności nie zmusiły was, na taką długą rozłąkę?
-Skąd możesz wiedzieć, co to rodzina, jeżeli nigdy nie wspierali cię w każdej twojej decyzji?
-Skąd możesz wiedzieć, co to granice, jeżeli nigdy nie przekroczyłeś ich by zobaczyć ten inny ale i jakże sympatyczny świat?
-Skąd możesz wiedzieć, co to pieniądze, jeżeli nigdy nie musiałeś zarządzać nimi dbając o siebie samego, zważając na wszystkie swoje potrzeby, nie tylko zachcianki?
-Skąd możesz wiedzieć, co to wyobraźnia, jeżeli nigdy nie wyobrażałeś sobie czasu po powrocie do domu?
-Skąd możesz wiedzieć, co to świat, jeżeli nigdy nie musiałeś się zmagać z wszystkimi przeciwnościami jakie daje nam los, podejmować decyzje, nawet te, które ci nie pasują, żyć chwilą i cieszyć się życiem, jeśli nigdy nie byłeś uczniem wymiany?
I taka jest prawda, powinniśmy cieszyć się z tego co mamy i być gotowymi na wszystko, nigdy nie mówić “nie” i uśmiechać się najczęściej, gdy tylko mamy okazję.

Dziękuję, Marta Skoczykłoda

 

 

Wywiad przeprowadziła: Patrycja Janas