Jedyny taki, czyli Robert Lewandowski i długo, długo nic [BEATA FOJCIK]

Dwanaście bramek i sześć asyst napastnika w jednej rundzie, to całkiem przyzwoity dorobek. Jeśli dodać, że napastnik ten gra w Bundeslidze, czyli jednej z najlepszych, o ile nie najlepszej  lidze na świecie, to te statystyki z pewnością wzbudzają ogromny repsekt. Dokonał tego polski piłkarz, Robert Lewandowski, który błyszczy formą w drużynie Borussii Dortmund.

 

Popularny „Lewy” w ubiegłym sezonie zdobył z tą drużyną mistrzowstwo Niemiec, nie dając szans Bayerowi Leverkusen i zostawiając w tyle takiego potentata, jak Bayern Monachium. W tegorocznych rozgrywkach BVB znów utarło nosa naszpikowanym gwiazdami Bawarczykom, pokonując ich w Monachium – na ich stadionie – 1:0. Duży udział przy zwycięskiej bramce Maria Goetzego miał właśnie 23-letni Polak, dzięki czemu jego znakomita dyspozycja nie umknęła skautom wielkich klubów takich, jak Arsenal Londyn, czy Liverpool.

 

Co prawda, dortmundczycy zakończyli już rywalizację w Lidze Mistrzów, zajmując ostatnie miejsce w grupie, ale w niemieckiej ekstraklasie idzie im bardzo dobrze (drugie miejsce na półmetku). To oczywiście również za sprawą Lewandowskiego, który zdobył m.in. bramkę w bardzo ważnym spotkaniu z Schalke Gelsenkirchen. Borussii dobrze układa się też rywalizacja w Pucharze Niemiec. Żółto-czarni awansowali właśnie do ćwierćfinału, pokonując w rzutach karnych Fortunę Düsseldorf. W tych rozgrywkach Polak odnotował już trzy trafienia. Do tego dorzucił jeszcze jednego gola w Lidze Mistrzów. W tej sytuacji największy rywal „Lewego” o miejsce w składzie jest nieco podirytowany. Lucas Barrios, zdobywca szesnastu bramek dla mistrzowskiej Borussii w zeszłym sezonie musi teraz pełnić rolę rezerwowego, którą jeszcze rok temu zajmował właśnie Lewandowski. Polak ustrzelił wówczas osiem bramek, ale miał trochę wpadek. Był nieskuteczny i brakowało mu pewności na boisku. W konsekwencji niemiecka prasa bardzo go krytykowała. A wiadomo… W Niemczech Polak ma bardzo ciężko, szczególnie wtedy, gdy nie jest w najlepszej kondycji.

Teraz nasz napastnik „wygryzł” z podstawowego składu Barriosa i nie zapowiada się na to, by Paragwajczyk szybko miał do niego wrócić. Dzisiaj media naszych zachodnich sąsiadów wychwalają etatowego reprezentanta Polski pod niebiosa: jest gwarancją bramek, często bierze grę na siebie, asystuje… itd. Złe opinie sprzed roku ucichły, bo Lewandowski po prostu zamknął krytykom usta.

 

Już dawno w Bundeslidze nie było tak skutecznego Polaka. Ostatni taki wyczyn należał do Andrzeja Juskowiaka, który zdobył jedenaście bramek w jednej rundzie. Po całym sezonie miał ich trzynaście. Chlubne rekordy też więc zostają bite, lecz 23-latek nie prześcignął jeszcze Jana Furtoka. Urodzony w Katowicach zawodnik wiosną 1991 roku strzelił dla drużyny z Hamburga piętnaście goli, a na koniec miał ich dwadzieścia (!). Na razie Lewandowski po 17. kolejkach ma ich dwanaście, a w klasyfikacji najlepszych strzelców wyprzedzają go tylko największe sławy i uznane na całym świecie marki takie, jak Mario Gomez z szesnastoma bramkami na koncie, Klaas-Jan Huntelaar z piętnastoma oraz Claudio Pizzaro - ex aequo z Lewandowskim. Przed naszym piłkarzem znajduje się również inny Polak lub jak kto woli, Polak z niemieckim paszportem, Lukas Podolski, grający w reprezentacji Niemiec i klubie z Kolonii. Za Robertem plasują się natomiast kolejne sławy: Raul i Marco Reus.

 

O Robercie Lewandowskim głośniej zrobiło się, gdy strzelał bramki w polskiej I lidze dla Znicza Pruszków. Później, po udanym sezonie zakupił go Lech Poznań. W barwach Kolejorza „Lewy” został królem strzelców, zdobywając łącznie dla Lecha 32 gole w dwóch sezonach. W ciągu tego okresu wywalczył także z poznaniakami mistrzostwo Polski, Puchar Polski i Superpuchar kraju. Zgarnął też wiele indywidualnych tytułów, np. Odkrycie roku, Ligowiec roku, czy Najlepszy piłkarz Ekstraklasy. Na Roberta trzeba teraz chuchać i dmuchać, ponieważ to nasz jadyny bramkostrzelny napastnik Reprezentacja nie może więc sobie pozwolić na brak jedynego takiego. W kadrze jest co prawda Paweł Brożek, lecz ten zawodnik nie jest najmocniejszym ogniwem reprezentacji. W obiegu jest jeszcze Artur Sobiech z Hannoveru 96 lub polscy ligowcy, jednak Franciszek Smuda nie jest chyba do nich zbytnio przekonany (trenerze, why?). Jak wiadomo za pół roku w Polsce i na Ukrainie odbędzie się Euro 2012. Do tego przynajmniej czasu musimy modlić się aby „Lewemu” nie przytrafiła się żadna kontuzja, ani też obniżka formy. Pewne miejsce do gry z orzełkiem na piersi ma inna dwójka Polaków z Borussii Dortmund (tzn. nie na piersi, bo na piersi jest logo PZPN… powiedzmy, że na klatce piersiowej). To Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski. Piszczek, to pewniak w składzie mistrza Niemiec i choć ostatnio złapał lekką zadyszkę, to możemy być o niego spokojni, bowiem nie przeszkodziło mu to w tym, by zostać po raz kolejny najlepszym bocznym obrońcą Bundesligi według niemieckich mediów! Zaś popularny „Kuba” po niepowodzeniach na początku tego sezonu w końcu wrócił do łask. Niepodważalna jest za to jego pozycja w biało-czerwonych barwach. Kapitan reprezentacji gra aż miło patrzeć.

Oby na wielkiej imprezie, jaką są mistrzostwa Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie cała reprezentacja grała jak z nut. Albo jak Robert Lewandowski.

Z trenerm Smudą włącznie!

 

Beata Fojcik