Gitarzysta o kilku twarzach – rozmowa z Adamem Konkolem

Adam Konkol swoją przygodę z muzyką rozpoczął dwadzieścia lat temu. Z roku na rok, staje się bardziej popularny. Początek ze “Łzami”, a teraz promocja młodych artystów i miano autorytetu. Życie muzyka wciąż nabiera tempa, a sam artysta zechciał nam o tym opowiedzieć.

Jakie były początki Twojej kariery?

Mój pociąg do muzyki rozpoczął się 20 lat temu, kiedy miałem 17 lat. Kolega zaprosił mnie na swoją próbę, gdzie grał na perkusji. Bardzo mnie to oczarowało, już wtedy wiedziałem, że chcę to robić do końca życia. Zastanawiałem się, gdzie mogę zdobyć perkusję, no i tak to się zaczęło. Postanowiłem założyć zespół. Do dziś gram na bębnach, ale także na innych instrumentach.

Gdzie uczyłeś się grać?

Jestem samoukiem, nigdy nie chodziłem do żadnej szkoły muzycznej. Tak naprawdę nawet nie znam nut. Trochę nawet mnie dziwi, że tak jest.

Jak wyglądała Twoja współpraca z zespołem ŁZY?

Wszyscy mówią, że jestem gitarzystą. Nie dementuję tego, ale tak naprawdę to ja założyłem zespół. Napisałem 90% wszystkich piosenek i tekstów. Ania Wyszkoni była dopiero czwartą wokalistką, która doszła do tego składu. Tak naprawdę grupa istniała już w 1992 roku. Ustaliliśmy jednak, że początkiem będzie 1996 rok, kiedy to Ania doszła do zespołu. Swego czasu byliśmy na kompletnym topie; wygraliśmy Opole, mamy dwie Super Jedynki, na ścianie mam pięć złotych płyt i cztery platynowe. Najpierw ŁZY były moim hobby, następnie stały się zawodem, a teraz znów są tylko hobby. Nie licząc wokalistki, wciąż spotykamy się w tym samym składzie.

Co było przyczyną odejścia Ani Wyszkoni z zespołu?

Mówiła nam, że chodzi jej o realizowanie siebie, dlatego postanowiła rozpocząć solową karierę. Nie mamy do niej żalu, natomiast musieliśmy zrobić casting na nową wokalistkę. Jakoś sobie powoli radzimy, choć jest o wiele trudniej. Nie ma już tego zapału, co kiedyś. Łatwiej byłoby mi wypromować nowy, nieznany zespół, niż formację ŁZY z nową wokalistką.

Jakim zainteresowaniem cieszył się casting?

Nie spodziewaliśmy się, że aż tyle ludzi będzie zainteresowanych. Dostaliśmy 660 zgłoszeń i wszystkie musieliśmy przesłuchać. W tym gronie znalazło się nawet dziecięciu facetów. Wielu z uczestników już działa na rynku muzycznym. Na castingu była też Aleksandra, z którą obecnie współpracuję. Od razu wiedziałem, że jest to osoba, która nie nadaje się do pracy w zespole. Razem ustaliliśmy, że zrobimy wspólny klubowy projekt.

Jak wygląda ta współpraca z Aleksandrą?

O wiele łatwiej kieruje się karierą solową, niż zespołu, jednak Aleksandra nie jest łatwą osobą. Jest lekko zwariowana, ale dzięki temu wzbudza większe zainteresowanie.

Wiemy, że współpracowałeś też z Paulą, co możesz na ten temat nam opowiedzieć?

Na początku współpracowało mi się z nią bardzo dobrze. Jest to utalentowana dziewczyna, która na swoje nieszczęście ma podobny głos do Edyty Górniak. Nagraliśmy płytę, która otrzymała status platynowej. Niestety z różnych przyczyn, nasza dalsza współpraca nie miała by sensu. Z tego powodu od czterech lat jest o niej cicho. Na rynek wchodzą nowi, młodzi artyści. Żeby utrzymać się na topie, trzeba cały czas robić coś nowego.

Czym obecnie  zajmujesz się?

Mam firmę fonograficzną, która podpisuje kontrakty z utalentowanymi ludźmi, dla których pisałem wszystkie teksty i muzykę. I głównie w tej chwili z żoną jesteśmy managerami tych artystów, z którymi podpisujemy kontrakty i ciągle szukamy nowych. W tym roku podpisaliśmy z trzema nowymi muzykami, o których za niedługo będzie głośno i mam nadzieję, że wcześniej, czy później usłyszycie o nich.

 

 

Rozmawiały: Magda Szlehuber, Malwina Pawlaszczyk, Klaudia Ćwiek i Beata Kajetaniak