Czas podsumowań…[MALWINA PAWLASZCZYK]
KS ROW Rybnik zakończył sezon 2011 na przedostatniej pozycji w klasyfikacji generalnej. Drużyna z Górnego Śląska wyprzedziła tylko ekipę z Poznania. Krótko mówiąc, brak pieniędzy jest równy braku wyników.
Miniony sezon w wykonaniu rybnickiej drużyny można określić jako porażkę. Występy na zapleczu Speedway Ekstraligi przyniosły zaledwie cztery zwycięstwa. Każde z nich miało miejsce na własnym obiekcie, z czego jedno – wzbudzające kontrowersje, wygrane walkowerem.
W sezonie 2010 rybniczanie walczyli o utrzymanie w I lidze. Działacze klubu, chcąc uniknąć podobnej sytuacji w tym roku, doprowadzili do kilku ciekawych transferów.
Skład rybnickich „Rekinów” zapowiadał się strzałem w dziesiątkę. Najtrafniejszą decyzją było zakontraktowanie jak się później okazało lidera drużyny – Antonio Lindabaecka.  Jedyny rybnicki, czarnoskóry zawodnik, a także Rory Schlein oraz Jesper B. Monberg mieli stanowić czołówkę śląskiej drużyny.
No właśnie – mieli. Problemy ROW’u rozpoczęły się już przed sezonem. Braki finansowe klubu, zadłużenia względem Mariusza Węgrzyka doprowadziły do problemów z uzyskaniem licencji. Aby pełnoprawnie brać udział w zmaganiach ligowych działacze spłacili wszystkie zaległości, aczkolwiek nie mogli się dogadać z wyżej wspomnianym Jesperem B. Monbergiem. Zawodnik, jak każdy człowiek domagał się pieniędzy, nie zważając na kłopoty klubu. W związku z tym Monberg wystąpił tylko raz. Był to mecz rewanżowy z Lokomotivem Daugavpils, w którym wywalczył sześć „oczek”.
Cele przedsezonowe…
Przed rozpoczęciem sezonu prezes Michał Pawlaszczyk, a także dyrektor sportowy klubu, Dariusz Momot mieli nadzieję na końcową lokatę w czołowej czwórce zaplecza Speedway Ekstraligi. Cele te stały się tylko marzeniem, a cały sezon piekłem.
Inauguracyjny mecz w Łodzi okazał się niewielką, a jednak porażką. Fani czarnego sportu nie byli zawiedzeni długo, bowiem druga kolejka okazała się triumfem na własnym owalu. Niespodziewanie rybnickie „Rekiny” dosłownie „pożarły” bydgoskie „Gryfy”.
Dobra passa nie trwała długo. Na kolejne zwycięstwo rybniczanie czekali aż osiem kolejek. W tym czasie klub coraz bardziej się pogrążał. Problemy finansowe rosły.
Końcówka sezonu była nieco lepsza, jeśli chodzi o wyniki. KS ROW Rybnik wygrał u siebie z Lokomotivem Daugavpils, następnie przegrał na wyjeździe w Gdańsku. Najważniejsze starcie miało miejsce 10 lipca. Rybnik odwiedziła ekipa poznańskich „Skorpionów”. Dwie najsłabsze drużyny I ligi walczyły o lepszą pozycję. Sukcesem była wygrana rybniczan, a zarazem uniknięcie baraży.
Na sam koniec ligowego sezonu na koncie „Rekinów” pojawiło się jeszcze jedno – niespodziewane, a zarazem kontrowersyjne zwycięstwo.
Ostatnim rywalem rybniczan miał być Orzeł Łódź. Z powodu złych warunków atmosferycznych spotkanie nie doszło do skutku. Główna Komisja Sportu Żużlowego wyznaczyła inny termin, który zdaniem łodzian był nieregulaminowy. Łódzka drużyna nie przyjechała więc do Rybnika. W związku z tym GKSŻ przyznała „Rekinom” walkower 40:0.
Najlepsi, najgorsi…
Na tytuł najskuteczniejszego zawodnika sezonu z całą pewnością zasługuje Antonio Lindbaeck. Zawodnik ten powrócił do klubu z Górnego Śląska po dwóch latach przerwy. Popularny „Toninho” wystąpił w jedenastu spotkaniach, a jego średnia meczowa wynosi ponad 12 punktów.  Tuż za nim, jednak ze sporą różnicą w  wyniku klasyfikuje się Rory Schlein, również wcześniej znany w Rybniku. Jeździec ten zdobył średnią meczową nieco ponad 7 punktów. Trzecie miejsce na „pudle” zajmuje uwielbiany na rybnickim torze – Andriej Karpov. Jego średni wynik meczu wynosi niecałe 6 punktów „z grubym hakiem”.
Rybnicki Klub Motorowy nie może jednak szczycić się młodzieżowcami. Rybniccy wychowankowie zawiedli. Zarówno Mateusz Domański, jak i Kamil Fleger nie zachwycili, zdobywając średnio jeden punkt w podczas każdego meczu.
Jeśli mowa o juniorach, nie można pominąć Aleksandra Loktajewa. Młodziutki Rosjanin nie tylko dorobił się sympatii kibiców, ale także satysfakcjonujących wyników. Porównując jego średnie wyniki, a doświadczonego Ronnie Jamrożego, można zauważyć u niego stale rosnący potencjał. W minionym sezonie barw bronili także: Roman Chromik, Sławomir Drabik oraz Daniel Pytel.Rolę trenera pełnił Adam Pawliczek, znany zawodnik rybnickich „Rekinów”. Przy ulicy Gliwickiej jako gospodarz ścigał się w latach: 1982-1994, 1997-2003 oraz w roku 2009.
Końcówka sezonu 2011 była bardzo ważna w jego życiu. Bowiem w tym roku tytułowy „Paweł” obchodził swoje 30-lecie startów i postanowił zakończyć swoją żużlową karierę.
Minionego sezonu nie można nazwać udanym. Wszystko za sprawą braku pieniędzy, przez co klub i działacze mocno się pogrążyli. KS ROW ma zaległości w wysokości ponad miliona złotych. Działacze nie byli w stanie uregulować płatności wobec zawodników, którzy nie podpisali ugod. Wówczas KS ROW Rybnik nie otrzymał licencji na starty w I lidze w sezonie 2012.
Władze klubu brały pod uwagę odrzucenie wniosku licencyjnego. Takie dokumenty wysłał nie tylko klub KS ROW Rybnik, a także całkiem nowa spółka RKM ROW na czele z Bartoszem Ignaszewskim.
Dariusz Momot nie ukrywa, że na I ligowy żużel, miasta Rybnik po prostu nie stać. Ten sport jest górnośląską tradycją, a więc powinien istnieć.
Najprawdopodobniej w sezonie 2012 Rybnik będzie reprezentować ROW Sp. z o.o., jeżdżąc na drugoligowych owalach, zaczynając wszystko od zera.
Malwina Pawlaszczyk